Rozdział 18

<<<

………………

***

Ostrowski pojechał do Knofhoff sam. Manager Szwarc został w Krakowie, gdyż tam zamierzał wstąpić w związek. Pasewicz został w Krakowie, gdyż Knofhoff mu nie nołhał. Nawet Irek Grin został, gdyż Kraków był mu pisany. Tito Litwak wrócił do Irenki na Hel suszyć dorsza.

Wysiadając na peroniku Knofhoff Philharmonic Open, Ostrowski rozejrzał się czy w pobliżu nie stoją jakieś dźwigi. Upewniony, że nie stoją, wysiadł. Powiódł rzeczowym wzrokiem wokół i przedarł się ku taryfom. Szedł szybko. Idąc, postanowił pójść dalej. Minął taryfy i szedł piechotą. Z dumą patrzył na miasto krzywej gwiazdeczki. Wokół rosły nowe domy i waliły się stare. Radośni obywatele i obywatelki spieszyli do swych zajęć i relaksów. Z pogardą pomyślał o Krakowie, w którym nikt nigdzie nie spieszył.

Szedł dalej. Pod jego zamaszystymi krokami radośnie zgrzytało tłuczone szkło i mlaskały psie gówna. Znów był u siebie, znów widział wieże Uniwersytetu Księgowego i Andersen Towers. Przyspieszył kroku, a nawet pogwizdywał. Nagle dostrzegł gnającą w kierunku przeciwnym znajomą postać. Nienachalna łysinka i dziarski krok zdradzały Igora Goudę.

– Witaj Czarku! – zakrzyknął z daleka Igor Gouda, gdy już wiedział, że nie da się ukryć.

– Witaj Igor – odkrzyknął Ostrowski, by nie pozostawić cienia.

– Jak dobrze cię znów widzieć – zażartował Igor, gdy znalazł się bliżej – Tęskniliśmy za tobą.

– I ja się cieszę, mordo ty moja – zareagował może nieco zbyt euforycznie Ostrowski.

– Szkoda, że nie możemy dłużej pogadać, ale wybieram się do Warszawy. Za kwadrans mam pociąg – wyjaśnił Gouda.

– No szkoda – zasmucił się Ostrowski – A coś się wydarzało jak mnie nie było?

– Rezydenta Pinca trafił meteoryt. Śmiertelnie. Wczoraj wyprawiliśmy pogrzeb. Musze już lecieć.

– No szkoda – powtórzył Ostrowski – Tyle wzruszeń, tyle wzruszeń…

Ostrowski ruszył dalej rozmyślając o kruchości życia i determinizmie historycznym. Zadzwonił telefon komórkowy, więc go odebrał.

– Tu Grin. – powiedział Irek Grin – Musisz dla mnie coś sprawdzić. To niewiarygodne, ale może być prawdziwe. Ponoć Marcin żyje i ukrywa się w Knofhoff wśród przebranych dziewczynek!

ukryty

– Tak, i Elvis też – odparł Ostrowski.

– Nie rób sobie jaj! Poważnie! – krzyczał Grin – Żulia rozkochała w sobie Zająca, ale to był ślepy trop. No to potem rozkochała w sobie Jana Opóźnionego, który wie wszystko o spiskach, i bingo! Esemesowała z nim od zeszłej nocy. Ale się chłopisko rozpisał! Po kilku esach na temat helu, miłości oralnej, strzałów w 27 sekundzie, sutków z gumy i cudownego różańca nadszedł wreszcie ten właściwy – o masońskim spisku z udziałem Świetlickiego! Świetlicki żyje i jest w Knofhoff, a na torach w Krakowie zwykły łotr zginął!

***

>>>

Reklamy

2 thoughts on “Rozdział 18

  1. beata pisze:

    no wreszcie wątek masoński ! ;))

  2. Autor pisze:

    Wielki Wschód Misia jest od początku zasadniczym elementem tej powieści!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: