Rozdział 22

<<<

………………….

Zając zjawił się u Ostrowskiego niespodziewanie. Dokładnie w tydzień od momentu, gdy zginął Świetlicki.

– Kazano mi zobaczyć się z Tobą – oznajmił. Nie oznajmił jednak kto kazał.

– A kim pan jest, jeśli można zapytać? – zapytał Ostrowski.

– Jestem Zając, ale moje nazwisko brzmi Yalo.

– No tak, to wyjaśnia wszystko – powiedział Ostrowski.

– Pamiętasz wizję, którą miałeś i którą pokazał ci posłaniec? – zapytał Zając.

– Pamiętam dość dokładnie, gdyż nawet ją spisałem – odparł Ostrowski.

– Ta wizja jest niekompletna bez wiedzy, którą zamierzam ci przekazać. Otóż Świetlicki jest ofiarą – zakomunikował Zając.

– No cóż – powiedział Ostrowski – Ja rozumiem, że można by znaleźć w historii polskiej literatury nieco bardziej ogarniętego poetę, ale żeby od razu aż tak?

– Świetlicki jest ofiarą w sensie metafizycznym – sprostował Zając.

– No chyba że – zgodził się Ostrowski.

– Czy mogę usiąść – zapytał Zając.

– Siadaj pan – zaprosił Ostrowski – Cola, Fanta, Sprite?

– Coś bez gazu, jeśli można.

Ostrowski podszedł do barku i nalał Zającowi jałowcówki, a sobie toniku. Zając był w stroju zająca, stąd może początkowe zdziwienie i dezorientacja Ostrowskiego. Siedzieli. Gość grzecznie wypił i kontynuował.

– Masz coś do pisania pod ręką?

– Mam aparat komórkowy znanej marki z dyktafonem – odparł Ostrowski.

– Ok, to możesz nagrywać – rzekł Zając – Jak już wspomniałem Świetlicki jest ofiarą…

…ale nie jest jeszcze ucieleśnieniem ani alegorią. Na skutek działania poezji przypadkiem przebywał w dwudziestej czwartej dziedzinie, gdy działy się tam rzeczy piękne i straszne. Mimochodem wszedł w posiadanie przeczucia wiedzy, które nie powinno być mu dane. To zaledwie przeczucie, ale lepiej z losem nie igrać. Musiał zatem zginąć. Traf chciał, że w momencie zapowiedzianej śmierci Świetlicki ponownie został zagarnięty w dziedzinę wiedzy, która nagle zapragnęła go ocalić. Tak stał się ofiara podwójną. Nie spodobało się to pozostałym emanacjom. Powstał spór w dwudziestej czwartej dziedzinie i we wszystkich innych dziedzinach, które naruszył Świetlicki w drodze przypadku. Nie miały planu czynić Świetlickiego ucieleśnieniem i alegorią. Jego emanacja okazała się jednak szalenie nietrwała. Na szczęście i na nieszczęście. Przeszła na kogo innego. Przeszła na Basię. Parzysta ofiara Świetlickiego zawisła w próżni. Musisz spowodować, by Świetlicki poniósł ofiarę nieparzystą. Tylko wówczas emanacja powróci. Musisz zabić Świetlickiego, by trwale został ucieleśnieniem i alegorią, nie chcianą przez inne emanacje. Inaczej widmo potępienia zawiśnie nad Basią niewinnym.

tomar

Ostrowski nic nie zrozumiał, gdyż był raptem magistrem. I to chyba rzucało się w oczy.

Zając kazał mu to spisać i dokładnie tego strzec. Powiedział też – Każdy kto zamieni to na prezent, lub jadło, lub napitek, lub odzież, lub cokolwiek innego w tym guście, będzie potępiony.

***

Potwór pokazał się Basi we śnie. Miał dres z napisem Bad Boy. Wyglądał strasznie. Tułów smoka z głową lwa. Po prostu.

– Nie bój się Basiu – powiedział potwór – Wiem przez co przechodzisz.

– Idź fchuj – powiedział Basia, gdyż przechodził przez fazę REM.

– Jak sobie życzysz – zmartwił się potwór – Ale wówczas nie powiem ci jak z tego wybrnąć.

– A skąd założenie, że ja chce z tego wybrnąć? – zapytał Basia – Może pragnę być Winkelriedem Europy Narodów?

metafora

– Ale twoja dusza krzyczy, że nie pragniesz.

– Masz zajarać? – zapytał Basia.

Potwór wyjął złotą cygarnicę w kształcie arki i zapalniczkę w kształcie cheruba.

– Miałem takie dwie – stwierdził obracając w dłoni zapalniczkę – Ale mi drugą zajebali.

– No to grubo – powiedział Basia i zaciągnął się podanym papierosem.

– O, ziołowe jakieś – zdziwił się po sekundzie.

– Aromatyzowane – potwierdził potwór – ale bez przesady.

Dym wypuszczany przez Basię układał się w dziwną chmurę, zamiast ulatywać gdzieś w dal. W środku chmury było jakoby podobieństwo warszawskiej syrenki. Ni to chłop ni baba z mieczem i tarczą. Mięśniata taka, ale z cycami.

– Co tyś mnie dał tu palić, potworze – obruszył się Basia – Nie życzę sobie żadnych więcej wizji. Już ten samolot i anioł wystarczająco zryły mi psychę.

– Widziałeś anioła i statek powietrzny? – zaciekawił się potwór.

– No ba – potwierdził Basia.

>>>

4 thoughts on “Rozdział 22

  1. beata pisze:

    …no, no…

  2. beata pisze:

    Nike dostaniesz, jak w mordę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: