Rozdział 23

<<<

…………………..

Pochmurna noc. Zimny wiatr od wschodu. Trafiony meteorytem były rezydent Pinc wstał z martwych. Stało się to w Mauzoleum Zasłużonych na terenie Świątyni Relaksu dnia 22 miesiąca Nissan. Rezydent wyglądał zupełnie jak żywy, lecz bez uszu i zegarka. Ruszył na ulice miasta, a dzieci wołały za nim – To jest trup Pinca co nie ma serca, smutny morderca!
Albowiem dzieci biegają po ulicach Knofhoff dniami i nocami.
Pinc też wołał. Szedł ulicami i wył.
– Jestem niepokonany, jestem niepokonany! – i jeszcze – Spałem w Centrum Dysleksji!
Usłyszał to Basia rozmawiający z potworem, tuż potem gdy wypowiedział słowa „no ba”.
Usłyszał to także potwór.
– Basiu, czy ciebie to nie wkurwia? – zapytał grzecznie.
– A jakże – odparł Basia, albowiem ziołowa zajarka już zebrała swe żniwo.
– Cóż zatem zrobić z tym zombim, którego zbyt wielkie natężenie pochopnych emanacji mocą seryjnego zbiegu ciulowych możliwości powołało do życia? – zapytał potwór.
– A jakie mamy opcje? – zapytał rozochocony Basia.
– Mogę go wrzucić w odbyt czasu… Co tylko zechcesz – instruował potwór.
– A możesz dać mu z laczka w cyngle?
– Z rozkoszą – odparł potwór i wylutował Pincu między oczy.
Pinc rozpadł się, ale niezupełnie. Zostały po nim liczne artefakty, które przesłano później do klasztoru Sióstr Niepokulanek w Ciążeniu.

Teraz już Basia i potwór mogli rozmawiać swobodnie jak leszcze.
– Wspomniałeś zatem o widzeniu anioła – nawiązał potwór i przybrał podobieństwo muskularnej kobiety o dwóch obliczach, lub raczej drobnego atlety z cycami.
– Albowiem widziałem anioła jak siada na skrzydle. Samolotu ma się rozumieć. Piękny był i łuna od niego biła. A samolot spadał i spadał. Dalej nie wiem – wyjaśnił Basia.
– Mogę uwolnić cię od tego brzemienia Basiu. Mogę sprawić, że zaczniesz żyć prostym życiem obywatela. Bez refleksji i bez irytacji. W harmonii z mediami i podażą.
– Ale ja nawet nie wiem, co sprawia, że tak cierpię – żachnął się Basia – Trudny to stan, lecz urzekający i ciekawy. Sam nie wiem.
– Gotyk, miły śmierci dotyk – zażartował potwór.
gotyk
– Ty to chociaż rymujesz… – powiedział Basia – Ok, a co czeka mnie w zamian?
– Błogobyt – odparł potwór – i trzeci filar.
– To ja się chyba zdecyduję – uznał Basia.
– Abrakadabra – powiedział potwór i gówno się stało, albowiem Ostrowski nie zabił jeszcze Świetlickiego. Ale przynajmniej inwokacja została wykonana.

Basia powoli wychodził ze snu. Rozlepił jedno oko i zobaczył firanki. Rozlepił drugie i też. Po odrobinie akomodacji dojrzał dachy Knofhoffu i unoszący się nad nimi dym palonego plastiku. Knofhoff budził się do życia.

>>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: