Rozdział 25

<<<

…………………….

Ostrowski snuł w podziemiach swego domu plan zabicia Świetlickiego. Łatwo nie było. Pracował drogą eliminacji. Odrzucił zgruchotanie czaszki przez wybuchający telefon komórkowy, gdyż jak wszyscy mniemał, że ofiara go nie używa. Odrzucił wypadek samochodowy, gdyż ofiara sama nie prowadzi, a nie chciał śmierci niewinnych. Odrzucił otrucie, gdyż nie znał wystarczająco skutecznej substancji. Nie chciał wzbudzać podejrzeń Świetlickiego. Nie chciał, by ofiara zaczęła się czegoś spodziewać. Przeszedł od eliminacji do typacji. Czego nie spodziewa się Marcin Świetlicki? Po długim namyśle doszedł do wniosku, że Marcin Świetlicki nie spodziewa się dziecka. I tego postanowił się trzymać. Kluczem było dziecko.

Należało jakoś przygotować grunt do morderstwa. Nie spapraj tego, nie spapraj, powtarzał sobie w myśli Ostrowski. Rozejrzał się dokoła w poszukiwaniu optymalnego narzędzia, którym dziecko mogłoby zabić Świetlickiego. Niczego takiego nie znalazł. Już miał porzucić swój chytry plan, gdy nagle wzrok jego padł na blaknącą na ścianie makatkę z kuchareczką w kwiatach. „Przyznaj szczerze i kwieciście, że gotuję zajebiście” głosił napis na makatce. Plan nagle stał się oczywisty. Dziecko musi zabić Świetlickiego szczerością!

Świetlicki sprytny jest jednakowoż, pomyślał Ostrowski. Zwykła szczerość może spłynąć po nim jak po wosku. Trzeba niezwykłej szczerości, by zabić. Powoli rodziła się myśl. Chytra myśl o morderczym wieczorze autorskim. Tak, to mogło się udać.

***

Basia otworzył drzwi i nie mógł uwierzyć własnym oczom. W drzwiach stała Żulia z plecaczkiem i z kotkiem. Plecaczek się nie ruszał. Kotek też nie. Może dlatego Żulia była we łzach?

– Ran Twoich jam lizać niegodna – oznajmiła Żulia na dzień dobry – Ale wiem, że nie opuścisz kobiety z kotkiem w potrzebie, ty który kroczysz u  boku potwora.

– Nie taką cię pamiętam, oj nie taką – żachnął się filozoficznie Basia – Onegdaj kazałaś mi permanentnie wypierdalać i spowodowałaś załamanie mej seksualności.

– Błądziłam, używałam złych odżywek, goliłam się wsiowo na kreskę, ale to już przeszłość – wyznała skruszona – Przyzywam pomocy, albowiem wieść niesie, że wskrzeszasz umarłych. Oto truchło mego ukochanego kotka – tu podetknęła mu truchło pod nos boleśnie – Tchnij w nie.

kicia

– Zanim tchnę – zapytał Basia – Czy mogę zapytać skąd ta wiedza i jak mnie tu znalazłaś?

– Wyznam wszystko, niczego już nie ukryję. Pracowałam tajnie i w dobrej wierze dla Grina, lecz i niejednokrotnie obróciłam się w złym towarzystwie. Mój ostatni kochanek, Jan Opóźniony jest Kawalerem Wielkiego Picu na Wodę, który wie wszystko. Śledząc losy Świetlickiego, który zginąl za sprawą koleżków Picu z Wielkiego Wschodu Misia, Jan Opóźniony wpadł na trop twego przemienienia. Niejednokrotnie zwierzał mi się podczas stosunków, gdyż taką ma naturę. Słuchałam, gdyż milczałam. Ale zapamiętywałam. A teraz ratuj Kicię!

>>>

Reklamy

2 thoughts on “Rozdział 25

  1. beata pisze:

    I dobrze byłaby zrobiła gdyby byłaby nie przeczytała…”żono nie gniewaj męza i kotów o oczach węża” ..to napis na mojej makatce…zgubionam

  2. Autor pisze:

    niech nie porzuca nadziei!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: