Rozdział 26

<<<

……………………..

***

Wartość wiedzy, wspaniałość prawdy, wyższość intelektu i godność ducha pomagają wznieść się nad zwierzę.

Albert Pike

***

Cyrk przyjechał niespodziewanie. Z rana. Bez przetargu i zamówienia z Działu Kremacji Miasta. Ulicą Śniętego Marucha szły słonie, żyrafy, koniki rasy Volkswagen, lwy, lamparty i klauny. Powietrzem leciały niebieskie ptaki. Kanałami pełzły węże boa jedzące szczury. Piękne woltyżerki oraz żonglerzy cali byli w cekinach. Poskramiacze ziali ogniem, a orkiestra grała przeróżne marsze. Podziwiały to dzieci, którym bacznie przypatrywał się Ostrowski. Podziwiała nieutulona w żałobie po Pincu madame Ohnefrałerska z gromadką przydupasów i dogiem arlekinem. Podziwiał z okien swego służbowego auta Igor Gouda i szeptał coś sam do siebie w amoku. Tłum fryzjerek i sportowców wył ekstatycznie.

Słońce wyszło zza chmur, runęły mury podziałów. Uzależnieni od alkoholu rzucali swe małpki w rynsztok i rozpinali koszule. Dudnił radosny krok cyrku i mas, a powietrze wypełniał różowy puder. Ramię w ramię szli chłoporobotnik i przedstawiciel handlowy koncernu znanej marki. Młodzi finansicy banków wszelkiego autoramentu tulili do serca laski municypalne. Ten i ów wymieniał pospiesznie złotówki na euro. Tramwaje dzwoniły dzwoneczkami, a poniemieckie samochody trąbiły „Lakukaraczę”. Gdy już się wydawało, że ekstaza sięga zenitu, w blasku złotych łusek, wodospadach sztucznych ogni i chwale Śniętego Marucha wylazł na główną arterię Knofhoffu Węgorz Wyginacz.

wegorz wyginacz

Doszło do apogeum, peryhelium i relanium. Nastolatki spazmatycznie łkały jak na koncertach supergrupy „Siki na Miki”. Weterani i kombatanci popuszczali gazy. Płonęły szklane jądra wielbicieli poezji, prozy oraz melanżu. Kobiety zrzucały z siebie zasłonę i stawały na wysokości. Niejednokrotnie gubiły oczka w pończochach i sutki z lateksu, z których potem ułożono dziejowy napis „Cyrkowi – Cycki”. Dziennikarze lokalnych rozgłośni i filii polskojęzycznych wydawnictw szukali wzrokiem szwedzkich stołów.

Węgorz Wyginacz jakby tylko na to czekał. Ruchem prawej płetwy zatrzymał czas.

– Jesteście fchuj kochani – powiedział – Kocham was!

Wszyscy mieli otwarte usta. Tak zamarli.

– Jebać  Zawiszę Suwałki!- zawołał Węgorz pewnym wistem, gdyż znał badania grup fokusowych na temat preferencji aborygenów.

Miasto orgiastycznie zadrżało wszystkimi kominami.

Pochód ruszył dalej a tłumy nie odrywały wzroku od Węgorza. Był ucieleśnieniem mieszczańskich marzeń. Miał złote łuski, cekiny i był bosko przystojny. Matki marzyły, by ich córki. Ojcowie, by ich synowie. Klerycy, by osobiście.

Nad miastem pojawił się błękitny tefałen, ale został szybko zestrzelony przez f16.

Korowód przesuwał się nieubłaganie w kierunku Purchawy i już nikt nie miał zmroku wątpliwości dokąd zmierza cyrk. Ostrowski wmieszany w wiwatujący tłum znalazł nagle to czego szukał. Kilkuletniego chłopca w ludowym biało-niebieskim dresiku. O glacy cherubinka. Podszedł do niego i zapytał – Sam tu jesteś chłopczyku?

– A tobie kurwa dziadek co do tego? – nieśmiało spytało dziecko, a do starczego braciszka, którego Ostrowski nie zauważył, a który stał obok dodało – Jaras, weź jebnij temu pedrylowi, bo mi balonik ucieknie.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: