Rozdział 27

<<<

………………………

Od Pasewicza z Krakowa nadszedł wiersz do Ostrowskiego:

Głupi wierszyk na trzech króli
Kobieta o kolibra głosie
ma na twarzy włosie.
Takie mają szczotki
i dziewczynki – idiotki.
Żaden golibroda
nie ujmie i nie doda
z włosia takiej kobiety,
powiadam wam niestety.

Ostrowski z radością odebrał wiersz na swym fejzbuku, a dopiero później się zasępił. Bo jakże to tak. Znał kobietę o głosie kolibra i wiedział, że ta nie ma włosia, a jedynie puszek. I nie taki jak szczotki i dziewczynki, lecz delikatny. Ktoś musiał zatem Pasewicza wprowadzić w omyłkę. Czyżby Pan Krowa?

pan Krowa

Ostrowski nie wierzył. Znał dobroduszność Krowy i empatię jego. Kto zatem zbisurmanił Pasewicza? Nie chciał rzucać pochopnych podejrzeń, więc odpisał:

Re: Głupi wierszyk na trzech króli

Pasewiczu nasz kochany
Krakowowi oddany.
Nie wierz plotkom Grina
to się kupy nie trzyma.
Albowiem żaden glaca
nie wie jak ciężka jest
praca kobiety z puszkiem
i nienachalnym cycuszkiem.

Zadowolony z wykonanej poezji Ostrowski zjadł batonik i popił czajem. Nadal szukał dziecka. Nie tracił nadziei, że w Knofhoff jest dziecko zdatne. Ale gdzie w święto znaleźć niebożę. Toż wszystko siedzi w domu i je zupę albo łazi za wielbłądem. Ale od czego internet? Ostrowski wstukał w gugla „dziecko knofhoff” i wyskoczyła mu miejska giełda niań. O w dupę jeża, pomyślał patrząc na muskularne torsy podpisane imejlami. Króliczek98@interia.pl prezentowała najszczersze oczy i ślicznie zadarty nos. Miała też miły i nienachalny opis. „Nikt tak jak ja nie zajmie się Twoim Maleństwem. Na miejscu lub z dojazdem”. Mimo to Ostrowski z bólem serca zrezygnował z szukania dziecka przez nianię. Teraz wiedział, że musi je znaleźć sam.

Zadzwonił telefon. Ostrowski odebrał bez entuzjazmu.

– Dzień dobry panu. Mówi Pistolet. Czy mam okoliczność z artystą Ostrowskim?

– Zależy o jakiego rodzaju artystę się panu rozchodzi, panie Pistolet… – odparł Ostrowski.

– Dzwonię ze Rampy Pańskiej. Nam by zależało na pisaniu żartów na różne radosne okoliczności, gdyż powzięliśmy wiedzę o pańskim poczuciu.

– To miło, że ktoś docenia mój humor – uśmiechnął się do słuchawki Ostrowski.

– Nie, nie – dobiegło z drugiej strony – Chodziło nam raczej o poczucie obowiązku, gdyż praca jest terminowa. W najbliższym czasie zapowiada się nam dużo radosnych okoliczności.

– Oczywiście, że jestem do dyspozycji, panie Pistolet! – oznajmił Ostrowski, gdyż dobre żarty cenił ponad wszystko.

>>>

5 thoughts on “Rozdział 27

  1. beata pisze:

    Nie doceniasz Pacewicza
    wieszczow godnego dziedzica.
    Puszkiem szczyci sie ona,
    bo uzywa Wilkinsona.
    Zez lona pozbywa sie woskiem,
    penseta zas troszczy sie noskiem…

  2. PASEWICZA przez SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS jak Krowe kocham

  3. beata pisze:

    qrwa, Michnik mnie ogłupił…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: