Rozdział 29

<<<

………………………..

Mamotata

pierwszy

duchowy

trójmęski

trójmocny

trójzwany

– głosił napis żółtą farbą na ścianie.

***

Marcin Świetlicki był w kropce. Nie chciał zginąć w niepamięci Knofhoffu. Czuł, że Knofhoff wciąga go jak zlew i bał się tego. Został sam. Stracił kontakt z przyjaciółmi, stracił z rozkochanym Basią. Nie pomagało nawet pisanie do hostelowej szuflady. Powieść, którą rozpoczął w Knofhoffie była o kant dupy. Jak żyć? – pytał sam siebie Świetlicki – A przede wszystkim po co? Popatrzył w lewo. Ściana. Popatrzył w prawo. Drzwi. No to wyszedł. Wyszedł i stał przed hostelem dla specjalnych gości Działu Kremacji. Chciało mu się wyć.

Nagle zadzwonił telefon, o którym Marcin zupełnie zapomniał. Z kieszeni marynarki rozległy się nieśmiertelne nuty. Marcin odebrał.

– Mówiłem, że macie się ode mnie odpierdolić! – zakomunikował do słuchawki – Zrujnowaliście mi życie.

– Dzień dobry, panie Świetlicki – powiedział głos – Tak jak obiecałem, dzwonie po raz ostatni. Proszę nie odkładać słuchawki.

– No – powiedział Marcin Świetlicki.

– Jest kłopot – powiedział głos – Teraz dla odmiany musimy pana ocalić. Proszę słuchać uważnie, gdyż nie powtórzę. Koniec świata ma natąpić w Knofhoff i w zasadzie tylko pan jest w stanie temu zapobiec. W zamian obiecujemy wznowić Pegaza, zlikwidować hejnał mariacki i usunąć wpis o Maleńczuku z Wikipedii.

– Wchodzę w to jeśli wyciągniecie mnie z Knofhoff i dorzucicie dożywotnie dotacje unijne na Gadającego Psa – powiedział po sekundzie zastanowienia Świetlicki.

– No to mamy dil – potwierdził głos.

– No to co mam zrobić? – zapytał Świetlicki.

Wysłuchał do końca i zapamiętał. Uśmiechnął się nawet. Potem ruszył przed siebie i poszedł.

***

Grin z Pasewiczem siedzieli w Krakowie i grali w skrable.

– Nie ma słowa „wzwodzony” – upierał się Grin.

– Może w twoim środowisku – protestował Pasewicz.

– Zabieraj te literki – nalegał Grin – Dam ci drugą szansę.

– Sam se swoje zabieraj. O, na przykład te tutaj – powiedział Pasewicz i wskazał słowo „ekstrapolucja”.

– W życiu – zaparł się Grin.

– Chyba masz zrytą grasicę – wrzasnął Pasewicz próbując pstryknąć najbliższą mu literkę.

Cos jednak zatrzymało jego palec, a w powietrzu rozszedł się zapach prądu. Dusza nieśmiertelna Żulii podniosła wzrok i spojrzała mu prosto w oczy. Pasewicz zbladł i Grin zarówno.

– Żulia? – odezwał się nieśmiało Grin.

– Jestem duszą nieśmiertelną Zulii, którą wydałeś na żer – wyznało podobieństwo.

– O w dupę – wyszeptał Pasewicz.

– Ran Twoich… – rozpoczął Grin, ale podobieństwo położyło mu palec na twarzy.

– Szszszszsz…. – powiedziało podobieństwo – Nie jestem tu dla osobistej satysfakcji. Jestem tu bronić miasta. W przedmieścia Knofhoff pierdalnął meteoryt. Maleńki jak na razie. Ale do ziemi zbliża się wielki rydwan. Uderzy i zmiecie miejsce, w którym powstanie ucieleśnienie i alegoria.

apokalipsa

Powzięłam wiedzę, że miał być to Knofhoff, lecz teraz moc znaków wskazuje na Kraków.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: