Rozdział 03

<<<

Marcin Świetlicki siedział na dywanie mieszkania numer 14. Obok niego Tito Litwak i Boguś w kraciastej koszuli. Pili czaj i palili. Ekstra Mocne dla odmiany.

– Ty Marcin powiedz, naprawdę chcesz iść sam? – zapytał Tito.

– Też im nie ufam, ale co mam zrobić. Muszę iść sam.

– Boguś tak zamotał Ostrowskiego i Grina, że za penis na ciebie nie trafią, o to jestem spokojny. Ale ponoć ma przyjechać Pasewicz, więc nie są bez szans. Ten ma kobiecą intuicję.

– Ja idę – uparł się Marcin – Nie mam innego wyjścia. Więcej wam i tak nie powiem, ale dziękuję za wszystko. Wzrok mam bezczelny jak kurwa na mrozie, może dam radę.

– I my ci dziękujemy Marcinie, dziękujemy za wszystko. – powiedzieli chórem i ucałowali go czule.

W Krakowie leniwie mijało niedzielne popołudnie i nikt, absolutnie nikt nie zwracał uwagi na Marcina Świetlickiego, nestora poezji młodzieżowej sunącego ulicami Kazimierza w kierunku torów PKP. Marcin Świetlicki wyglądał szaro, to się dobrze wtapiał.

– Chujnia, chujnia, po trzy razy chujnia – pomyślał na głos. – Sam widzisz piękny dniu. A do tego zapomniałem zabrać od Tito piersióweczkę żołądkowej, którą kupiliśmy w spożywczym na Małym Rynku. I jak ja teraz mam stawiać czoło losowi? Chodźmy się napić, kochanie. Choćby do Alchemii, choćby pod groźbą dekonspiracji. Napić się trzeba.

I ruszył raźniejszym krokiem, bo radosna perspektywa żołądkowej gorzkiej zajaśniała jak słońce nad wawelskim niebem.

W tym momencie ktoś kto nie zna Świetlickiego mógłby pomyśleć, że to pijak i łobuz, taki co to pewnie i nie zawaha się obcej kobiety na dancingu zaczepić. Jak wielce by się mylił. Jak bardzo uległ by pozorom i prasie kolorowej. Owszem, Świetlicki był niegdyś gwiazdą niszowego programu telewizyjnego, ale był to program kulturalny! Tak, zdarzało mu się czasem nie pamiętać co i z kim pił, ale zawsze pamiętał o kwiatach dla ukochanej. No, może był nieco hermetyczny, ale za to gdy współczuł, to szczerze. Innymi słowy wiedza przeciętnego polaka o nestorze była niewielka, niedokładna i oparta na fałszywych przesłankach – jak każda inna jego wiedza.

Świetlicki zasiadał właśnie do żołądkowej w Alchemii, gdy na peron stacji Kraków Główny zajechał ekspres Grobelny z miasta Knoffhof am Warta niosący na swym pokładzie dumę grodu Piotra, Pawła i Biedronki – kompozytora Edwarda Pasewicza, o którym powszechnie wiadomo zgodnie z prawdą historyczną, iż jest zaprzysiężonym heterofilem. Edward otarł pot z czoła i niezauważony przez hostessy w strojach lajkoników wdarł się na teren Krakowa. Nikt nawet nie przypuszczał jak brzemienna w skutki będzie jego wizyta w tym mieście.

Pasewicz Edward wykonał jak wiemy telefon do Grina. I oto po chwili siedzieli we trójkę z Grinem i Ostrowskim. Pasewicz popatrzył znacząco na Grina i na Ostrowskiego.

– I jak wygląda sytuacja? – zapytał jednym z grepsów Świetlickiego, od których roi się na kartach tej powieści kryminalnej.

– Marcin obiecał Schwarcowi na odchodne, że pojawi się jeszcze przed koncertem w „Psie”. Ani Grin ani ja w to nie wierzymy. Ale to jeszcze o niczym nie świadczy, gdyż Grin jeszcze do tego nie wierzy w zamianę wody w wino. – odpowiedział Cezary.

– I w świętych obcowanie. – dodał Grin.

– A co ty o tym sądzisz? – zapytał Cezary.

– Ja sądzę, że obcują – odparł Pasewicz.

– Ale o tej historii z Marcinem!

– No to mam dla was niespodziankę, ale nie wiem, czy dobrą. Jest taka gejowska organizacja, która bardzo, ale to bardzo nie lubi naszego kolegi.

– Skąd wiesz?

– Po prostu wiem. To małe środowisko.

– Ale prężne. – zauważył Grin.

– Wielki Wschód Misia to organizacja gejowska? – zapytał Ostrowski – Brzmi raczej jak nazwa loży masońskiej….

– Bo to gejowska loża masońska – oznajmił Pasewicz.

– Nie ma gejowskich lóż masońskich. – próbował zaprzeczyć Ostrowski.

– A co ty, kurwa o tym wiesz?

– No, w sumie niewiele. Ale dlaczego geje mieliby się uwziąć akurat na Marcina? On jest raczej gejfriendly.

– Pamiętasz kawałek „Chodźmy do Misia”, który zagraliście z Marcinem na „Czołgaj się

– Pamiętam.

– No to wszystko wskazuje na to, że Marcin obśmiał w nim gejów masonów, a ci się lekko podkurwili. Ponoć wyjawił między wierszami jakieś tajemnice, do których został dopuszczony, a kara za to jest straszna.

Dirty Danzig

– Co ty bredzisz, Pasewicz. – zaprotestował Cezary. – Znam historię. Chodziło o jakieś dwie pijane niunie z polonistyki, które ciągnęły Marcina na bibę po naszym koncercie w Toruniu.

– Tak ci powiedział? Marcin często konfabuluje. Prawda z reguły bywa zupełnie inna. Okazuje się, że Marcin został przyjęty do loży Dirty Danzig, a wkrótce potem z jakiegoś powodu został z niej wydalony. Napisał „Chodźmy do Misia” ironicznie, może nawet autoironicznie, ale okazało się, że napisał o wiele za dużo.

– Pasewicz, ty zmień dilera. Świetlicki w fartuszku? To równie prawdopodobne jak ślub cerkiewny Jarka. Skąd ty masz takie njusy?

– Pytasz to odpowiadam. – i tu Pasewicz wyciągnął z kieszeni złożoną na czworo kartkę z drukarki.

Na kartce znajdowały się jakieś dziwne znaki. Jak z pisma używanego do kodowania informacji podczas podchodów przez harcerzy za czasów komuny. Ostrowski wiedział, gdyż był harcerzem, ale znaczenia znaczków nie pamiętał.

– Co to? – zapytał Grin.

– To jest tekst „Chodźmy do Misia” napisany z pomocą masońskich znaków.

– Skąd to masz?

– Z internetu. Wczoraj w nocy dostałem SMS-a od Marcina. Dziwnego SMS-a. „Wejdź na Dirty Danzig w internecie. Świetlicki” SMS był z telefonu Schwarca. Poguglowałem sobie i znalazłem. Dirty Danzig wyskakuje jako organizacja charytatywna. A kiedy kliknąć na link, zjawia się strona z tymi znakami. To wszystko. No, może jeszcze jedno. Ostatni wers znaków jest napisany oddzielnie i nie jest tekstem autorstwa Świetlickiego. Oznacza „Za Zdradę Zemsta Straszna”

– Jak to odszyfrowałeś? – zapytał Grin. Przecież skoro masoneria jest tak tajna to ich pismo również jest tajne.

– Przypadkiem. Zacząłem od szukania słowa „misia”. Potem już jakoś poszło. Miałem kilka pierwszych liter. Potem wyszukałem wszystkie spółgłoski, a potem szarada stała się oczywista. Było widać, że to tekst „Chodźmy do Misia”.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: