Rozdział 32

<<<

…………………………..

– … Zielony Franku. Płyń, płyń,płyń. Na materacu dmuchanym płyń! – mówią słowa piosenki „Materac” – powiedział Marcin Świetlicki do zebranych dzieci – Chciałbym, abyście teraz pomyśleli, czy i wam mogłaby przydarzyć się taka historia. Poezja albowiem często ociera się o życie, a ono jest pełne niespodzianek.

– My nie bierzemy narkotyków, bo jesteśmy za mali – zauważyło rzeczowo jedno z dzieci.

– Ja też nie biorę – zauważył ku własnemu zdziwieniu Świetlicki.

– Przecież pan pali i pije – zawołała jakaś dziewczynka z kitkami.

– No tak, ale papierosy i alkohol można legalnie nabyć w sklepie. Mnie się bardziej rozchodziło o twarde narkotyki.

– Jak feta czy koka? – dociekała dziewczynka.

– Dokładnie. Ale wróćmy do Franka.

– Radziu, nie rób min do pana poety – zawołała nauczycielka.

– On się pierwszy do mnie wykrzywił, pani Wando!

– A zatem, kto mi odpowie? Czy życie jest poezją? – zapytał Świetlicki.

– Jeśli można, panie Marcinie – wtrąciła Wanda na stronie – Piszę z pana pracę magisterską wieczorowo, może poświęci mi pan minutkę po spotkaniu?

– Owszem – odpowiedział pan Marcin na stronie, albowiem miał już tego typu doświadczenia.

– Moje życie jest poezją – zawołała dziewczynka z kitkami – Mam dużo lalek i piszę dla nich wierszyki. Napisał pan kiedyś wierszyk dla dzieci?

– Napisałem, a jakże!

– Pani Wanda mówiła, że ma pan pieska – odezwała się dziewczynka w zbyt dużych rajtuzach – Czy on jest śliczny?

muł - Angus McDiarmid

– W pewnym sensie jest.

– Czy jadł pan kiedyś wątrobę zdechłego muła? – zapytał chłopczyk w czapce z daszkiem.

– Nie jadłem – wyznał Marcin Świetlicki.

– Ale suchar! – krzyknął chłopczyk – Arkady Fiedler jadł!

Dzieci zaczęły hałasować. Zrobiła się generalna wioska. Pani próbowała zażegnać sytuację szepcząc „szszszszszszsz”.Na środku sali stanął chłopczyk w zbyt dużej marynarce z łatami na rękawach. Chłopczyk z oczkami smutnymi jak baset lub sarenka. Z włoskami przystrzyżonymi schludnie na jeża. Z główką przechyloną leciutko w bok. Cały zapłakany. I wyciągnął rączki ku poecie.

Czas się zatrzymał. Pani Wanda nerwowo gryzła paznokieć. Upuszczony przez poetę papieros spadał koziołkując jak liść.

– Tatusiu – powiedział chłopczyk – Dlaczego mnie nie poznajesz?

>>>

Reklamy

2 thoughts on “Rozdział 32

  1. beata pisze:

    Ta kumulacja absurdu mnie przytłacza..chcę do mamy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: