Rozdział 33

<<<

……………………………

Marcin Świetlicki zaczął zmieniać się na twarzy. Najpierw zmienił się nieco, a potem bardziej. Do klasy wbiegł Ostrowski z Marynatą. Każde z nich trzymało w dłoni jeden artefakt. Skierowali ręce z stronę zmieniającego się Świetlickiego i unisono szeptali magiczną formułę. Za nimi wbiegł Tito z bransoletką energetyczną Power of Cure de Balance i stanął w pozycji żurawia.

Dzieci rozpierzchły się po kątach. Pani Wanda zemdlała i osunęła się na ogrzewanie podłogowe. Blady chłopczyk trwał w centrum wydarzeń w paluszkiem wymierzonym w sufit.

Dwóch tragarzy ubranych w stroje ludowe z epoki wniosło wielką szafę. Postawili ją obok chłopczyka. Wokół rozszedł się zapach prądu. Z szafy wyszli kolejno: Grin, Pasewicz, Basia, Żulia i jej dusza nieśmiertelna. Wszyscy poza duszą mieli pistolety na wodę święconą. Zwrócili je w stronę dziecka.

W miejscu pod sufitem, na które wskazywał paluszek pojawił się potwór.

Gdy już się wydawało, że ekstaza sięga zenitu, w blasku złotych łusek, wodospadach sztucznych ogni i chwale Śniętego Marucha wylazł na środek klasy Węgorz Wyginacz.

Ruchem prawej płetwy zatrzymał czas.

– Jesteście fchuj kochani – powiedział – Kocham was!

Wszyscy mieli otwarte usta. Tak zamarli. Tylko Świetlicki nie zamarł.

– Mamotato! – krzyknął – Pierwszy… Duchowy…

– Ktoś musi to powstrzymać – wyszeptała dusza nieśmiertelna Żulii.

– Marcinku! – zapiszczał cienko Basia, który nagle skurczył się i oklapł.

– Trójmęski.. – kontynuował Świetlicki.

– Jaki pan miły – powiedział Węgorz Wyginacz i ryszył w kierunku Marcina, który wyciągnął prawą dłoń w przestrzeń.

– Zabierzcie tego pajaca! – wrzasnął Grin i próbował dać w ryj Węgorzowi, ale potknął się o panią i legł obok niej.

Potwór zaśmiał się szyderczo.

– Trójmocny… – kończył Marcin, który coraz bardziej opalizował błękitnym światłem.

Dzieci cicho łkały. Ostrowski i Marynata szeptali coraz głębszymi basami. Tito trwał w żurawiu z nabrzmiałymi żyłami na skroniach. Blady chłopiec zastygł w pozie niewygodnej, a Grin i ekipa wystrzelili do niego z pistoletów na wodę święconą. Dusza nieśmiertelna Żulii zawyła jak syreny Knofhoffu.

– Trójzwany – zakończył Świetlicki i w tym momencie Wyginacz ujął jego wyciągniętą prawicę w swe wilgone łapki, by potrząsnąć nią zamaszyście i po pańsku.

Blady chłopiec zemdlał, a potwór zmienił się w śmierdzącą maź, którą opadła i skropiła wszystkich zebranych. Nastała ci sza. Przytomni patrzyli jak poświata przechodzi z Marcina Świetlickiego na Węgorza Wyginacza.

– Jestem niezwyciężony! – zakrzyknął Węgorz Wyginacz zgodnie z tradycją.

– Pić mi się chce – powiedział Marcin Świetlicki, co bardzo wszystkich uspokoiło.

– J e s t e m   n i e z w y c i ę ż o n y – oznajmił Węgorz Wyginacz ponownie, ale nieco wolniej.

Wszyscy patrzyli na przemianę. Węgorz Wyginacz, który początkowo zabłysnął błękitnym światłem robił się coraz bardziej matowy. Wybiegł z sali na korytarz. Z korytarza na podwórze. Zwolnił. Ruszał się jak mucha w smole. Stanął na baczność. Głowę uniósł do góry. Ręce rozłożył.

ucieleśnienie i alegoria

Zawyły syreny Knofhoffu. Dzieci wypełzły z kątów. Wszyscy patrzyli przez okna, jak Węgorz Wyginacz rośnie. I zastygł, a syreny umilkły. Podniosła się mgła.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: