Rozdział 34

<<<

…………………………….

Bogusz Pistolet wybrał się do parku. Lubił ten park. Że taki piękny, miejski i że w centrum. Był dzień jesienny. Lekka mgła, powietrze jasne i ciche. Bogusz miał płaszcz i czapkę z daszkiem niebejzbolową. Szalik od żony dawał mu dużo ciepła. Takie szaliki można było kiedyś znaleźć w sklepach Peweksu, co dowodziło że Pistolet jest mężczyzną eleganckim. W dniach młodości miewał wybryki chuligańskie, to fakt, lecz elegancja zwyciężyła.

Wszedł do parku po schodach między armatami. Nie spieszył się. Miał czas. Chłonął spacer całym sobą. Ludzi nie było, nie wiedzieć czemu. Pistolet szedł i śmiały się jego oczy. Powziął zamiar. Teraz musiał przemyśleć sposób. Na spokojnie. W melodii kroków, szmerze piasku się zanurzył. Mgła otoczyła go jak wytłoczka za styropianu otacza chiński telewizor, jak wata cukrowa otacza patyk. Ptaki nie śpiewały. Owady nie wadziły. Dokoła swojsko i przyjemnie. Szedł po schodach w kierunku gwiazdy, której nie było. W połowie schodów zatrzymał się na moment i zafrasował. Czy to co zamierzał było piękne i czyste? Tak, odpowiedział sobie po krótkim namyśle. Zastanowił się też, czy jego ulubiony bohater bosman Nowicki postąpiłby identycznie. Postąpiłby, uznał.

Szedł dalej, nie odbierając telefonów od kolegów z partii i innych interesantów. Się rozluźniał. Liczył stopnie, myślał o lecie, o Agassim i o żonie.

Lekkie tchnienie wiatru zdawało się rozwiewać mgłę, ale po chwili wracała. W sumie dlaczego nie, pomyślał Pistolet. We mgle łatwiej mógł się skupić. Jak zwykle obracał coś w palcach. Tym razem była to kostka do gry, którą dostał w prezencie od delegacji Chin na sympozjum rewitalizacji drobnej architektury. Lubił tę kostkę nie mniej niż kręciołę z biurka. Chiny też lubił. Nawet był tam. Podobało się.

W parku

Dotarł pod obelisk i niemal w tym samym momencie zabrzmiały syreny Knofhoffu. Zdumiał się. Mgła gęstniała. Już było mleko. Nie widział czubka obelisku. Czuł, że coś się wydarza, ale nie czuł co. Syreny Knofhoffu przestały wyć i znów zrobiło się kleiście cicho.

– Idź dalej! Nie zatrzymuj się – powiedział panu Pistoletowi instynkt – Idź na drugą stronę parku, tam czeka realizacja czystego zamiaru.

Bogusz Pistolet zawsze ufał instynktowi. Zaczął truchtać. Z aktówką, w płaszczu i w niebejzbolówce wyglądał dość zabawnie. Dobrze, że była mgła. W połowie drogi na drugą stronę usłyszał kroki z przeciwka. W oddali, lecz z tendencją narastającą. Zwolnił. Przystanął. Czekał. Kroki były coraz bliżej. Leciutkie kroczki. Ktoś nieduży przebiegł obok niego, nierozpoznawalny we mgle.

Ależ przygoda, – pomyślał Bogusz – w biurze mi nie uwierzą!

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: