Rozdział 36

<<<

………………………………

Podobieństwo widziane w wizji, którą opisałem, pojawiło się ponownie. W noc po stężeniu Wyginacza w alegorię i zrównaniu jej z ziemią.

– Popełniono błąd – oznajmiło podobieństwo – Wyginacz niechcący został alegorią, gdy z małości ducha dotknął dłoni Świetlickiego w czas przemiany. Teraz trzeba to naprawić. Ucieleśnienie i alegoria powstanie na pniu. Bez kolejnych ofiar, bez grozy tworzenia bałwanów. Tu i teraz. Przygotuj się i niczemu nie dziw. To konieczne. Patrz.

Widziałem jak:

Abron robi głowę; Menigestrot robi mózg; Asterechme prawe oko; Thaspomocha lewe oko; Jeronumos prawe ucho; Bissum lewe ucho; Akjorjim nos; Banenfoum wargi; Amen zęby… w tym momencie zemdlałem. Ocknąłem się gdy Fikna robił palce u nóg, a Mjamaj paznokcie do nich. Widziałem zatem powstanie człowieka potencjalnego. Do ust mych parło pytanie.

– Na wała nam ucieleśnienia i alegorie? – zapytałem.

– Na wzór – oznajmiło podobieństwo.

Nowe ucieleśnienie i alegoria nie wyglądało na udane. Bardziej wyglądało jak Bulmen czy Golmen. Kolejny żywiolak homogeniczny. Nieco nawet jak Bafomet templarski zarzut i pomiot, tylko bez kopytek. Lekko ginekomastyczne i z dwoistym w zasadzie obliczem. Ni to Rebis ni to Janus. Byłem skonsternowany.

– Żalun – stwierdziłem krótko – To nie wyda.

– Może i Żalun – powiedziało podobieństwo – Ale potrzeba wam teraz męża.

Nie zrozumiałem wówczas.

***

Tymczasem w Krakowie, w którym nikogo nie było, zaistniała następująca sytuacja. Dwóch bezdomnych mieszkających w rurach przy Wawelu jadło zupę chińską z kubeczka. W sensie każdy ze swojego, albowiem byli to ludzie dobrze wychowani i wszechstronnie wykształceni przez komuszy reżim. Jedna zupa była pikantna, a druga zwykły rosołek. Obie smaczne, każda dla swego smaku, więc trzęsły się uszy bezdomnych. Pora okołopołudniowa. Pogoda jesienna. Imiona bezdomnych: Jan i Tomasz. Toczyli dyskusję, więc nieco siorbali.

tomasza, jana

– Większość gatunków, u których występuje dzieworództwo w zwykłych okolicznościach rozmnaża się seksualnie – mówił Jan – Dzieworództwo zaczyna się wtedy, gdy żarcia jest w bród.

– A potem wraca do normy? – zapytał Tomasz.

– Jak już wszystko zeżrą, to tak – odparł Jan.

Dojedli zupę, popili colą i zajarali po fajku, gdyż byli ludźmi kulturalnymi.

***
U Karasia Złocistego natomiast zachodzi ginogeneza.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: