Rozdział 39

<<<

…………………………………

Popierdoleni wyznawcy molocha zamieszkali w kraterze a Buractwo przyjelo ich z otwartymi ramiony w następstwie czego wieczory były czyste i niewinne pito piwo wino wódkę grały cykady płonęły ogniska a wszystko to przepasane niby wstęgą tonęło w miłych dźwiękach lutni oraz okaryny albowiem te dwa instrumenty mają wyjątkową delikatność w sobie o czym wiedzieli już dawni druidzi stawiający kręgi do obserwacji tworów nieba w tym meteorów, które z niezwykłą lekkością jak na żelazo zmieniają bieg historii w płacz wdów i sierot po nagle trafionych w chichot pomiędzy uszami.

Popierdoleni wyznawcy molocha żyli bez trosk skrupułów wiedzy czasem tylko marszcząc czoła gdy skończyło się piwo wino wódka a wówczas posyłali po nie do sklepu Biedronki cały zastęp karłów, którym moloch imponował wielkością i chwałą opisywaną w pismach nadchodzących bezustannie z adresu w kraju egzotycznym.

Obrazki kolorowe i wykresy rozmaite pnące się po nieboskłon zaświadczały o woli i ochocie a jasne oblicza wyznawców molocha uśmiechały się perliście ujmująco nawet w momentach lekkiego dysonansu albowiem żadna okoliczność nie jest w stanie zburzyć najradośniejszego światopoglądu jaki kiedykolwiek zawędrował do Buractwa które ich żywiło nie bacząc na pokątnie w zaciszu celebrowane bałwany palone stosy śpiewane hymny i całowane stopy dygnitarzy nawiedzających nocami krater mruczących swe mantry i podszczypujących okoliczne dziewczęta.

Nie straszny był sekcie szereg wydarzeń a wręcz miły bo pogłebiający abstrakcyjne oderwanie podstawę jej bytu.

Nastąpiła jednakowoż korozja, gdyż wilgoć ze sławiących ust oraz wszelkich innych otworów ciała rozpełzła się dokoła w postaci pary mgły tumanu jadowitego tym bardziej im bardziej i skażonego rozmaitymi substancjami połowicznego rozpadu osobowości wszystkich umoczonych lub wręcz przesiąkniętych powodując koklusz wąglik syfa ataki padaczki zwapnienie kości rwę podagrę zawały wzdęcia pierdzenie rozwarstwienie siatkówki i tiki-tiki.

Korozja erozja rozpad gangrena płatami odsłaniała coraz głębsze warstwy etycznej i praktycznej pornografii wzmacniana nieznanym wcześniej faktem iż wesołe dziewczęta odwiedzające krater były schorowane pod przypudrowaniem jak to zwykłe kurwy umajone niewinnym warkoczem i wiankiem z kwiatów zniewolonych scyzorykiem na bezbronnej łące zalewowej śpiesznie zakwitłych.

Rozpełzła się zaraza po Buractwie pędzona stadami ministrantów spiesznych w obie strony i wlazła w każdy kąt bez wyjątku gdyż nikt nie przypuszczał że może przynieść ją ambasador uśmiechu lutni o tonach czystych i słodkich wiodący życie wskroś admiracyjne w zgodzie z niewinnymi nowelami przykazań, ale przecież w granicach rozsądku i ducha popierdolonych.

Hosanna hosanna hosanna wołali widząc strupy złażące ropiejące i dymienice otwarte.

Przepoczwarczamy się skórę zmieniamy jak smoki święte.

Czekajcie dnia przemiany!

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: