Rozdział 04

<<<

….

Marcin Świetlicki zapalił papierosa i wypuścił wodze fantazji. Zabiją mnie na bank – skonstatował. Wychylił 50 gram żołądkowej, bo nic tak nie rozjaśnia światopoglądu jak lufa. A może źle robię? Może tam nie iść? Wahał się po raz trzydziesty trzeci i nadal nie znajdował odpowiedzi. Odpowiedzi nie było. Tak jak nie było jej już kilka razy wcześniej, a zawsze jakoś dawał radę. Zawsze wychodził z opresji. Dlaczego teraz miało by być inaczej? Nauczyli go kilku rzeczy, sporo o nich wiedział. I co z tego? Byli zorganizowani, metodyczni, wpływowi. Było ich wielu, on był sam. Oni mogli robić absolutnie wszystko na co mieli ochotę z pełnym przeświadczeniem o bezkarności, on już nawet bał się palić w przedziałach dla niepalących.

– Marcinku – usłyszał nagle za plecami – Co ty tu robisz tak rano?

Fakt, była dopiero trzecia. Nawet się nie odwrócił, bo znał głos. Obok usiadł Basia i zapalił jego papierosa.

– Wiesz, postanowiłem odmienić swoje życie. Jadę do Knofhoff am Warta na eliminacje You Can Look. To taki nowy program, gdzie zmieniają cię nie do poznania. Im bardziej ktoś się zmieni, tym większe masz szanse… wszystkie chwyty dozwolone: operacje, botoksy, przebieranki, malowanki. Ocean możliwości.

– No to gratuluję, masz szanse.

– Marcin, ja ci mówię, mam przeczucie. Że tym razem się uda. A nawet jak się nie uda… to przynajmniej zwiedzę Knofhoff. Miejsce ponoć piękne i smutne zarazem, a ja lubię takie miejsca. Mówię ci Marcin, oni tam za wszystko płacą, rozumiesz. Jak ich zbajerujesz, to płacą za wszystkie zmiany do następnego etapu…

miejsce piękne i smutne zarazem

Basia rozentuzjazmował się tak bardzo, że odkleiła mu się rzęsa i wpadła do kieliszka Świetlickiego.

– Mam zamiar zmienić się w Drag-konika. Poszerzenie bioder, ogonek, spiczasta broda i ogromniasty biust. Padną na kolana, zobaczysz.

– Zobaczę.

– Coś ty taki markotny dzisiaj? Szkło puste, a ty siedzisz i patrzysz w dal. Postaw, napiję się z tobą.

– Pieniędzy nie mam tyle. Poza tym jakoś nie wchodzi mi dzisiaj. Na początku wchodziło, a teraz nie wchodzi.

– Coś mi się zdaje, że ty kaca po prostu nie masz. Odzwyczaiłeś się pic bez kaca? Chłopie, toż to pierwszy krok do spierniczenia. Uwiędniesz. Napijemy się, ja stawiam. – i Basia poszedł zamawiać dwa razy po dwie pięćdziesiątki żołądkowej, jak przystoi. A do Świetlickiego zbliżył się gość niepozorny, myszawy, z petem w ustach i w wyświeconej marynarze o kroju  mocno starozakonnym.

– Panie Marcinie – powiedział – Niech ja mogę mieć przyjemność dawać dla pana drobny prezent.

– My się znamy?

– Hoho, a jakże. Choć pan mnie pewnie nie znasz, to ja znam pana i mam dla pana szacunek. Proszę, oto dla pana prezent – i gość podał mu nowiutki aparat komórkowy znanej marki.

– Ależ to aparat komórkowy znanej marki. – powiedział Świetlicki – A skoro mnie pan znasz, to powinieneś pan wiedzieć, iż nie używam aparatów komórkowych, gardzę imejlami i mam podarty dowód osobisty. To wszystko składa się na mą niepowtarzalną aurę i nie zaprzepaścisz pan tego swoją propozycją. Mówiąc krótko, paszoł won!

– Aj, jakże pan nieroztropny, panie Marcinie. Nie ma powodu się złościć na dar serca i rozumu. No, niechże się pan zastanowi. Czasem taki telefon to po prostu błogosławieństwo, można nawet powiedzieć palec Boży. Proszę nie odtrącać daru pochopnie. Proszę choć spojrzeć jakie to cacko.

– Już powiedziałem, spieprzaj dziadu!

W tym momencie telefon zadzwonił. I był to dzwonek niezwykły. Z aparatu dobiegły dźwięki pierwszych nut nieśmiertelnego szlagieru duetu Świetlicki i Ostrowski „Chodźmy do misia”. Po chwili dźwięk powtórzył się.

– Proszę odebrać, panie Świetlicki – powiedział z chytrą iskierką w oku sfilcowany.- To bez dwóch zdań do pana, a ja się już pożegnam.

I po prostu odszedł. W jego miejsce pojawił się rozentuzjazmowany Basia z kielonkami w dłoniach. Telefon leżał i dzwonił, a Basia patrzył sarnimi oczami jak Świetlicki powoli wyciąga ku niemu dłoń.

– Marcin Świetlicki, słucham. (…) Tak, naturalnie. (…) A to ciekawe… (…) W życiu! (…) Tak, będę… – i odłożył telefon na stolik.

– Dostałeś służbowy telefon z Tygodnika?

– Przecież wiesz, że dawno już tam nie pracuję.

– Z radia? Od Grina? Był w opakowaniu płatków śniadaniowych?

– Wypijmy – powiedział Marcin. I wypili.

– Do jasnej kurwy nędzy. – westchnął Marcin.

– A tego gostka, z którym rozmawiałeś to znam. Cały Kazimierz go zna. Odsiedział 25 lat za morderstwo Idy Cycek z domu Gajewskiej – tancerki erotycznej w hotelu Polonez. Wyszedł niedawno. Wszystkim opowiada, że świat zadziwi, że zmienił środowisko i że nigdy już wódki do ust nie weźmie. Kupuje dmuchany ryż w sklepie przy ulicy Zeylanda i wciąż go wpierdala. Papierosów też nie pali, tylko żuje ten ryż i żuje. Mówi, że jego życie weszło na nowe tory.

– W życiu zawsze kieruj się przyjemnością, Basia. Jak lubisz galart, jedz galart, a jak zimne nóżki, to jedz zimne nóżki. Nie patrz w słońce i nie sikaj na przewody elektryczne. Dobrze jest też mieć jakiś zawód. – powiedział Marcin i wyszedł. Na barze pozostawił białą teczkę ze srebrnym napisem A. Rosenblum – Notariusz.

***

Boguś patrzył na Tito wzrokiem pytającym.

– On nie da rady sam. – powiedział wreszcie Tito. – To znaczy da, ale coś mi tu śmierdzi. To mi się wszystko nie składa do kupy. Tu nie może chodzić tylko o misia. Jest coś więcej. Tylko co?

– Widziałem kiedyś kątem oka imejl Marcina do Szymborskiej. – odezwał się Boguś. – Byłem u niego po płytę „Silver Apples”. Marcin długo nie potrafił jej znaleźć, a ja siedziałem jak dupa. Spojrzałem na monitor. To wyglądało jak żart. „Wisława, ty się z tego wycofaj. To ryzyko. Nie piszemy dalej „.

– Marcin pisze z Szymborską? Nie sądziłem, że się znają. Pisze do niej Wisława?

***

>>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: