Rozdział 40

<<<

………………………………….

Siedzieli.

– W pewnym szpitalu w Knoffhofie pracowała młoda lekarka, której nazwiska nie pamiętam – zagaił Tito Litwak – przecudnej urody, a do tego sympatyczna. Studiowałem wtedy na Uniwersytecie Rolniczym. Była wojna, łikendy, panienki. Bardzo miły okres. Tyle wzruszeń, tyle wzruszeń. Ta młoda lekarka pracowała w szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a bawiła się „Piciborze”. Na imię chyba Ela albo Ula. I miała wiele charakterystycznych cech, które wszyscy znali. Całowała na przykład, gdy jej się kupiło dobre wino i sprawiło komplement. Nie gustowała w wódce jak inne dziewczęta bynajmniej. Piła z umiarem, tylko do rozbawienia. Chyba nawet była ładna. Na swoj sposób. Lubiła też tańczyć na trawie oraz żeby recytować jej poezję. Miała marzenia o lotach w kosmos i seksie w stanie nieważkim, ale miała też o daczy z malwami, kominku i wieży z Peweksu. Taka normalna dziewczyna. Rodzice Eluli mieszkali na Sienkiewicza, a ona z nimi w panieńskim pokoiku. Wszyscy znali ten pokoik. W nim dochodziło do sytuacji z pogranicza. Niejednokrotnie kuriozalnych. Z udziałem białego fartucha, pielęgniarskiego czepka i stetoskopu. Gdyż Elula była romantyczna. Słuchała smutnych piosenek Marka Grechuty na gramofonie rasy Daniel. Ale też jeździła do Jarocina. Pełna sprzeczności. Jednego razu całą noc płakała. I to się rozniosło. Koledzy przestali przychodzić, mimo iż nie gustowała w wódce. Te co gustowały, płakały jakby mniej. Nikt nie lubi, gdy dziewczyna płacze, a gdy płacze w fartuchu, czepku i ze stetoskopem to już zupełnie fatalnie rokuje. Elula jest teraz ordynatorem gdzieś. Singielką. Nikt nie wie, czy nadal płacze. Teraz rodzice mieszkają u niej. Kręci się koło fortuny.

elula

Ostrowski zapytał Litwaka, czy nie zauważył, że biedni ludzie, chociażby pogrążeni w największej nędzy i nie mając chleba dla siebie, wszyscy chowają psy. Z czego wyciągnął wniosek, iż wszelki człowiek pragnie rozkazywać drugiemu; ponieważ zwierzę znajduje się w społeczeństwie bezpośrednio poniżej warstw najpośledniejszych, znoszących rozkazy wszystkich innych, te chowają sobie zwierzęta, aby też mieć kogoś do rozkazywania.

– W świecie — powiadał Ostrowski — każdy ma swego psa. Minister jest psem króla, szef kancelarii psem ministra, żona psem męża albo też mąż psem żony; i tak bez końca. Kiedy ktoś każe ci mówić wówczas, gdy chciałbyś milczeć, co, mówiąc prawdę, wydarza ci się rzadko — ciągnął Ostrowski — kiedy każe milczeć wówczas, gdy chciałbyś mówić, co jest bardzo trudne; kiedy się domaga historii twoich amorów, gdy ty wolałbyś raczej rozmawiać o czym innym; kiedy zacząłeś historię swoich amorów, on zaś ci przerywa: czymże jesteś wówczas innym, jak nie jego psem? Ludzie słabi są psami silniejszych.
TITO: Ale, Cezary, owo przywiązanie do zwierząt spotyka się nie tylko u ludzi mizernego stanu; znam wielkie panie, otoczone całą zgrają psów, nie licząc kotów, papug i ptactwa.
CEZARY: To świadectwo ubóstwa dla nich samych i całego ich otoczenia. Nie kochają nikogo, nikt ich nie kocha: rzucają tedy psom uczucie, z którym nie wiedzą, co począć.
TITO: Przysmaki, jakie zastawia się tym zwierzętom, starczyłyby na wyżywienie niejednego nędzarza.
CEZARY: A teraz, czy się temu, kurwa, dziwisz?
TITO: Nie.

Ta wielce interesująca dyskusja miała miejsce w nowoczesnej sali pawulonu bezpańskiego na Zadupiewie, pod patronatem Knofhoffskiego Regresu. Czcigodny przewodniczący tego szlachetnego stowarzyszenia zasiadł, by prezydować nader nielicznemu zgromadzeniu. W następstwie pouczającego przemówienia Litwaka, wspaniałej oracji, wymownej i
przekonywającej, wywiązała się wielce interesująca i pouczająca dyskusja o dupie, jak zwykle na najwyższym poziomie, na temat celowości odrodzenia starożytnych gier i sportów naszych piastowskich praojców. Dobrze znany i wysoce ceniony pracownik na niwie naszego dawnego języka, pan Paweł Gruszka , wymownie zaapelował, by wskrzeszono starożytne słowiańskie sporty i rozrywki, każdego ranka i wieczora uprawiane przez Tito i obliczone na to, by odnowić najlepsze tradycje męskich sił i mocy, przekazane nam przez dawne wieki. Gdy Ostrowski, podtrzymujący tezę przeciwną, spotkał się z mieszanym przyjęciem owacji i gwizdów, obdarzony pięknym głosem przewodniczący zamknął dyskusję. Na tym posiedzenie zakończono.

>>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: