Rozdział 41

<<<

…………………………………..

Jeden staje się dwoma, dwa staje się trzema, a z trzeciego rodzi się pierwszy, który jest czwartym” – Maria Żydówka

Z tych naszych rozmów wyłania się idea występów i… jakich jeszcze nie było. Stworzenia czegoś zupełnie nowego. Nowa wartość może powstać jako synteza różnorodnych sprzecznych ze sobą wartości. Jeżeli chcemy osiągnąć nową wartość, musimy doprowadzić do konfliktu między tym, co fizyczne, a tym, co duchowe. Jeżeli natura, więc fizyczność, jest czymś pierwotnym, czyli tezą, to kultura jest jej antytezą, a synteza tym, co pragniemy osiągnąć. Gdy ktoś z nas gimnastykuje się, reprezentuje naturę, więc tezę, jeśli ktoś z nas śpiewa, reprezentuje kulturę, więc antytezę. Chcąc stworzyć sztukę na naszą miarę, musimy zwiększyć w niej udział wysiłku fizycznego, a dla antytezy i duchowego. I to jest nowa strategia syntezy. I to jest nowa koncepcja sztuki.” – Rejs

***

Marynata Solowa-Prim postanowiła położyć kres. Zabrała się metodycznie do wdrażania. Najpierw wzięła ciepłą kąpiel, ale nie za ciepłą. Następnie ubrała się ślicznie w galowy habit i wszystko co miała najładniejszego. Na końcu makijaż i dodatki. W klasztorze było już ciemno i cicho. Niepokulanki spały. Wyłączono światła i tefałen. Cisza gryzła w uszy.

Marynata uruchomiła telefon komórkowy i wykonała połączenie. Przez chwilę z kimś rozmawiała. Porozmawiana udała się ku furcie zostawiając na swoim koju karteczke pożegnalną następującej treści:

„Drogie Niepokulanki. W związku z faktem, iż jestem ciężarna płodem płci męskiej, o czym zaświadcza ma nienaganna nadal uroda, a ojca nie znam, oddalam się od Was. Na przedłużoną wyznaczam tę, która siała baba mak. Nie szukajcie mnie ani nie esemesujcie. Los mi się poplątał, ale nie ubolewam, gdyż znów będę matką. W imię Róży. Ament.”

Marynata Solowa-Prim

Ruszyła do furty krokiem pewnym i nie znoszącym sprzeciwu. Nie tupała, gdyż szła boso. Nie płakała, gdyż była dzielna. Nie żałowała, gdyż czekało ją zajebiste życie.

Za furtą stał samochód o bardzo przyjemnym dźwięku silnika. Samochód ten miał też inne zalety w postaci: podgrzewanych foteli, erbegów, elektrycznych szyb i ksenonów. Brakowało jedynie szybra. Ktoś uchylił jej drzwi i zawinąwszy habit znalazła się w środku.

– Macie tu jakąś muzyczkę? – z wdziękiem zapytała zgromadzonych w aucie braci z Wielkiego Wschodu Misia i już po chwili rozległy się stereofoniczne tony nieśmiertelnego przeboju Zbigniewa Hołdysa „Bla, bla, bla”.

– Po namyśle wolę szum klimy – wyznała szczerze Marynata i skinęła rączką, by wyłączono wycie. Dopiero wówczas dostrzegła, że na przednim siedzeniu zalega Jan Opóźniony w stroju galowym Wielkiego Picu Na Wodę.

– Wystaw sobie Janku – zaszczebiotała – że wcale mnie twa obecność tutaj nie zaskakuje. Już w ruchu oazowym byłeś ciulem. – natomiast do reszty zebranych powiedziała – A teraz wieźcie mnie państwo, za góry, za lasy, tam gdzie urodzę króla jedynego, synka mego i moje słoneczko. Oby tatuś jego zawsze darzył nas miłym wejrzeniem i dostatkiem. Oby zwierzęta i ludzie uśmiechali się do nas sympaticznie po zawsze – spojrzała na nich raz jeszcze i dodała dyplomatycznie – I oby pompony waszych paputków nigdy się nie sfilcowały!

Samochód ruszył z piskiem opon na alusach. Marynata złożyła dłonie na padołku i uśmiechnęła się pięknie jak wrześniowy poranek. Teraz już nie żałowała, że ukradkiem dotknęła szaty Świetlickiego nim zrobił to Węgorz Wyginacz. Wiedziała prawie tylko ona. Ona i Ostrowski.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: