Rozdział 42

<<<

……………………………………

– Nasze życie się odmienia bez ustanku. Coś budzi się lub hibernuje jak niesporczaki. Takie malutkie misie. W kropelkach. Na trawnikach i w stawach. Bez naszej wiedzy i woli. Bezustannie. Słońce wschodzi i wędruje, choć stoi – powiedział Jan Opóźniony – Nie osądzaj mnie zatem pochopnie Marynato. Mam serce w środku, choć go nie widać. Mam duszę nieśmiertelną. Nie jestem inny, jestem identyczny.

– Łoł – wzruszyła się Marynata.

– Poznałem rzeczy porządek. Mój przynajmniej. Jest we mnie spokojność, Nadal są też pragnienia, ale nie piję z wiadra jak muł. Rosy zażywam raczej. Niewiele więcej wiem, ale niewiele więcej potrzeba.

– Nie indoktrynuj mnie proszę do Wielkiego Picu na Wodę, Janku – powiedziała Marynata – Przejrzałam cię, gdy byłeś malutki. Tylko ty jeden z podwórka sikałeś na siedząco.

Jan Opóźniony zamilkł, a bracia z Misia zarechotali unisono.

– Jestem pod naporem elokwencji siostry – oświadczył Rozenblum – Uznaliśmy w Misiu, że zabierzemy z sobą brata Opóźnionego jako towarzysza jej zabaw dziecinnych i młodzieńczych, za jakiego się podawał, ale ewidentnie konfabulował in plus. Chyba wysadzimy go na mróz.

– Nie ma takiej potrzeby – zażegnała sytuację Solowa-Prim – Jest on składnikiem mej młodości mimo wszystkich swych przywar. Mam w sobie moc współczucie, nie wyrzucajcie zatem ciula. Potem odstawcie go do domku i zerwijcie alians z Picem – zakomenderowała wykorzystując swą nową pozycję.

– Słowo Pani z Jeziora Szyszynek jest dla nas rozkazem – potaknął Rozenblum – Zaraz po powrocie zarządzimy schizmę i rytualną lewatywę. Gościnne klejnoty picu i jego wypasione jaja wodne zostaną usunięte z ołtarza Misia. Hen precz.

Jan Opóźniony zapłakał i ukrył twarz w dłoniach. Nawet wszystkim zrobiło się żal. Wstrząsany szlochem kapelutek Zorra opadł mu na czoło. Ale był to jedynie pozór, gdyż chytry i zdradziecki Jan szukał pod pazuchą swej kamizelki zatrutego sztylecika, który tam zawsze nosił. Pic na Wodę to bądź co bądź organizacja skurwysyńska. Wymacał ręką sztylecik, ujął go w zdradziecką dłoń i targnął się by zadać cios przyjaciółce z lat dziecinnych.

Równocześnie wielki kawaler prowadzący auto stracił panowanie nad kierownicą. Z przeciwka jechał tir załadowany przemytem betonu od autostrady G8. Trudno mu było trafić w myszkującą po szosie osobówkę, więc przyrąbał w przydrożną tablicę „Knofhoff Stolicą Gazu Łupkowego” i poturlał się dalej. Auto Wielkiego Wschodu Misia poszybowało ponad nasypem drogowym z tablicą „Autostrady Wielkopańskie” i wpadło na nowobudowany odcinek po drugiej stronie nie wyrządzając sobie ni pasażerom większej szkody. Tam zwolniło i zatrzymało się obok napisu „Wyjazd z budowy!”. Wystrzeliła tylko jedna poduszka powietrzna. Poduszka obok Jana. I to tak szcześliwie, że uderzyła w dłoń trzymającą sztylet, zmieniając tor ciosu. Sztylet utkwił w jego własnej piersi. Chyba nawet nie bolało, bo twarz Jana zastygła w złośliwym uśmiechu.

z ładunkeim betonu

Nikomu innemu absolutnie nic się nie stało. Marynata wyglądała pięknie, co nagrodzono brawami. Po krótkiej konsternacji i demokratycznym głosowaniu ciało Opóźnionego zdecydowano schować do bagażnika i porzucić gdzieś w lesie obok ciała zamordowanej prostytutki, od jakich roiła się okolica.

– To znak i palec – stwierdził Rozenblum – Nikt nie zamachnie się bezkarnie na Marynatę. Kara sroga dosięga Pic. Hosanna, hosanna, hosanna.

– Ma pan rozpruty rękaw, chciał mnie pan bronić! – zauważyła Solowa-Prim, gdy Rozenblum osunął się na jej kolanka.

>>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: