Rozdział 44

<<<

……………………………………..

Marcin Świetlicki szedł ulicami Knofhoffu pusty i wypalony. Od czasu wyjazdu z Krakowa wychudł, sposępniał i kaszlał. Wódka przestała go interesować absolutnie, papierosów prawie nie tykał, chyba że z przyzwyczajenia. Wierszy nie pisał, myśli nie pieścił, przestał budzić się w nocy i spacerować w kółko. Upiorne to było. Po ekscesie z Węgorzem Wyginaczem przyjaciele powrócili do Krakowa, a on trafił na dwie doby do szpitala celem obserwacji. Nic nie zaobserwowano i odesłano go do domu. A jego dom był przecież gdzie indziej. Ten hostel Wydziału Kremacji cudny taki, ale nie dom. Basia go opuścił. Wyjechał z Żulią do Tunezji.

Zaraz, zaraz – pomyślał Marcin – przecież w Knofhoffie został Ostrowski, z którym miałem onegdaj niezwykle udany duet artystyczny i nagrałem nieśmiertelny przebój „Chodźmy do Misia” co rozpoczął całą tę mizerię. Może i z tego Ostrowskiego szuja i łobuz megaloman oraz ciul marny, ale tylko on tu pozostał. Udam się zatem do niego, ale tak żeby nie wyglądało, że coś. Zmienił kierunek marszu, przyspieszył kroku i zwolnił myśli, aby się dostosować. Do Ostrowskiego miał w sumie niedaleko, jak wskazywały tabliczki Knofhoffu od czasu zgonu Pinca. Szedł zatem na pewniaka.

W tym samym czasie pluton egzekucyjny Wielkiego Picu podjechał pod dom Ostrowskiego. Podjechał mianowicie nafaszerowanym autem marki Żuk, aby ten dom wraz z zawartością wysłać fchuj. Albowiem Pic uznał, że Ostrowski winien jest śmierci Opóźnionego i w ogóle wszystkiemu, co nie było zbyt odległe od prawdy w sumie.

W tym samym czasie za plutonem Picu podjechał Zając z kałachem kupionym od bandy Łotyszy. Z zamiarem rozkurwienia resztek Picu i uwolnienia świata od tej fekalnej organizacji.

W tym samym czasie Świetlicki dochodził już pod dom Ostrowskiego. Szedł krokiem raźnym, bowiem przyspieszył. Myśli miał jasne, bowiem się dobrze wysmarkał. Uszy go bolały, bowiem nagle coś pierdalnęło okrutnie.

To Zając wygarnął z kałacha do Żuka pełnego Wielkiego Picu Na Wodę i semteksu z colą. To semteks z colą wyjebał pod niebiosa unosząc ze sobą wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów w tym dom Ostrowskiego wraz z zawartością. To ciule złamane z Picu pomyliły adresy i pojechały pod stary dom Ostrowskiego. To się Świetlicki zdziwił, gdy coś pierdalnęło okrutnie w oddali. Ale nawet nie zwolnił kroku.

Drzwi nowego domu Ostrowskiego były otwarte, więc nie skorzystał z domofonu. Wszedł na klatkę schodową i pokłonił się  świni. I takim go zapamiętajmy 😉

KONIEC

Poznań – Hel – Poznań  ::: 02.02.2011-02.02.2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: