Rozdział 09

<<<

………

Irek Grin wielkimi krokami zbliżał się do kamienicy Rosenbluma. Był zdeterminowany. Uśmiechał się nerwowo. Ręce miał duże i wilgotne. W myślach powtarzał sobie, że da radę. Skorzystał z domofonu, a potem nagle zapragnął uciec.

– Zarapszam do środka. Trzecie pięrto, różowe dzrwi – powiedział niewyraźnie domofon.

– Dzień dobry – powiedział Irek Grin i musiał wejść.

Nikt nie odpowiedział na jego anons prasowy w sprawie teczek. Szedł z pustymi rękami. Nie wiedział na co liczy, ale wiedział iż nie może się wycofać. Czuł się jak Dunin przed nowym rokiem wydawniczym.

Klatka schodowa nie była odrapana i nie śmierdziała sikami. To jeszcze bardziej go onieśmielało. Na ścianach wisiały obrazy w złoconych ramach. Na parapetach stały szable (takie kwiaty). Schody pokrywał czerwony dywanik utrzymany w nieskazitelnej czystości. Tak oto minęły mu dwa piętra. Na trzecim było gorzej. Jakby bardziej obskurnie.

różowe drzwi

Stanął twarzą w twarz z dwojgiem różowych drzwi o wysokości trzech metrów. Poczuł się bardzo malutki. Zapukał do tych z numerkiem. Drzwi otworzył olbrzymi zając.

– Pan wchodzi – powiedział zając – Korytazem prosto, a potem w lewo – Zając seplenił i brzydko pachniał.

Irek wszedł, a zając wyszedł, delikatnie zamykając za sobą wrota. Zapanowała pluszowa cisza. Irek postanowił ruszyć zgodnie ze wskazaniami, zanim zapadnie kolejna cisza. Wolał, by słowa się nie kołysały, bo to go mdliło. Dotarł do kolejnych różowych drzwi. Nieco mniejszych, co dodało mu otuchy. Były uchylone i dobiegały zza nich odgłosy gry w bilarda. Odczekał kilka sekund i wszedł do środka.

– Dzień dobry panu, panie Grin – przywitał go Rosenblum kończący z sobą partię bilarda.

Na stole pzostały już tylko trzy bile. 2, 3 i czarna. Obok stołu znajdował się okrągły stoliczek do kawy, a na nim dzbanek, filiżanki i dwie teczki. Grin oklapł i wyglądał komicznie.

– Wygląda pan komicznie – powiedział Rosenblum. Miał na sobie szlafrok w czerwone i czarne pasy. Włosów nie mial, podobnie jak Irek, lecz wcale ich to nie zbliżało. Na nogach Rosenbluma jawiły się dwa karmazynowe kapcie z wielkimi, złotymi pomponami.

– Przepraszam, że przyjmuję pana w stroju dość nieformalnym – wyjaśnił Rosenblum – Ale dowiedziałem się dziś w porze obiadowej, iż jesteśmy w pewnym sensie kuzynami. Pańska prababka z domu Fróg była ciotką drugiego męża mojej babki ze strony ojca.

– No tak, to wszystko wyjaśnia – powiedział Irek Grin.

– Jak pan zapewne zauważył, gdyż jest pan lotnym literatem i utalentowanym fotografem o nader ostrym zmyśle obserwacyjnym, jestem w posiadaniu dokumentów, które przez niedopatrzenie znalazły się przez chwilę w pańskich rękach.

– Pan powiedział.

– Po namyśle zdecydowałem jednak nie odbierać czytelnikom szansy na zapoznanie się z ostatnią powieścią dwojga nastorów polskiej poezji. Jestem gotów przekazać panu oba egzemplarze. Z tego co wiem, jedyne. Cenę pan zna. 100.000 złotych – oznajmił Rosenblum.

– Jestem wzruszony pańską propozycją – rzekł wzruszony Irek Grin – lecz nie dysponuję kwotą, o jakiej pan wspomniał.

– Zbytek skromności – odrzekł Rosenblum – Kwota nie jest aż tak wysoka. Nie przesadzajmy. Zebranie kwoty dziesięciokrotnie większej zabiera przeciętnemu emerytowanemu oficerowi Wojska Polskiego raptem kilka godzin, więc proszę nie robić scen. Wierzę w pana i daję panu czas do południa w dniu jutrzejszym.

***

Basia widział wszystko dokładnie. Jak dziewica wychodzi z jeziora i zbliża się do wraku samolotu. Jak delikatnie muska szatą drzwi awaryjne, a te się otwierają. Potem widział, jak wychodzi z wraku pasażer i idzie z dziewicą tanecznym krokiem przez łaki, by w końcu zniknąć we mgle. Widział też anioła, który przez cały czas siedział nieruchomo na skrzydle, by w końcu nagle ulecieć w przestworza. Przez cały czas panowała absolutna cisza, potęgwana jedynie niskim dźwiękiem buczenia jakiegoś odległego transformatora. Ciszę przerwał głos Marcina Świetlickiego.

– Basia, dojeżdżamy do Knofhoff. Obudź się Basia!

***

W związku z tym, iż jest łikend, autor niniejszym przestaje pisać do poniedziałku, albowiem ma również życie osobiste, które kocha i szanuje.

>>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: